Wszystkie rysy jej twarzy odpowiadały temu wyobrażeniowi…

Opublikowano: 28 maja 2020

Wszystkie rysy jej twarzy odpowiadały temu wyobrażeniowi,

którem sobie o jej sercu uczynił…

 

Najukochańsza Matko Dobrodziejko

Nie chcę rozdzierać macierzyńskich wnętrzności obszernym wywodem i zastanawianiem się nad okropnym ciosem, który mię dotknął i na całe życie w smutku pogrążył. […] Są mi przytomne te Dobrodziejstwa, które z Jej ręki otrzymałem, otrzymując z Jej Zezwoleniem i Błogosławieństwem Najlepszą Żonę. Bogu podobało się rozłączyć mnie z Nią, lecz to nie zrywa tych stosunków serc, tego związku krwi, nie zmniejsza bynajmniej Mego dla Najukochańszej Matki poświęcenia się, przywiązania, Wdzięczności, które uczucie dla Niej do kresu dni moich najwierniej dochowam […].

Fragment listu Antoniego hr. Ostrowskiego pisanego w Zarzeczu 31 lipca 1813 roku do teściowej Julii z Rozwadowskich Morskiej.

Zarzecze wybrał Antoni na miejsce przeżywania swojej żałoby. 28 maja 1813 roku w Baden pod Wiedniem umarła jego ukochana żona Józefa. Antoni bardzo przeżył śmierć żony, walczył ze sobą, wreszcie 27 czerwca 1813 roku zasiadł, aby spisać tęsknoty, wspomnienia, odczucia i przemyślenia. W domu hrabiny Magdaleny Morskiej – ciotki Józefy pisał „Życie najlepszej żony opisane przez czułego jej małżonka dla kochanych dzieci” (I dziennik). Kolejny dziennik powstawał już poza Zarzeczem, między innymi w Dreźnie i Lipsku. „Dziennik moich uczuciów, czyli elegia serca” (II dziennik) Antoni spisywał od 16 sierpnia 1813. Zapiski te stały się dla niego formą terapii, ratunku przed targnięciem się na własne życie. Były spisywane pro memoria dla dzieci, aby nie zatraciły obrazu matki. Antoni, człowiek głęboko wierzący w innym miejscu listu z 31 lipca tak pociesza teściową i siebie Łzy jej i może z jednego pochodzą źródła i w jednym źródle czerpać winniśmy pociechę i umocnienie, a jest nim Religia nasza. Zostały nam powinności, dla których życie ocalić i zdrowie utrzymać winniśmy. W dziennikach Antoni powraca do wielu wydarzeń ze wspólnego życia z Józefą, opisuje jej wygląd i upodobania, pasje. Dzięki Antoniemu, a także bardzo rzetelnej redakcji jego dzienników przeprowadzonej przez panią profesor Elżbietę Wichrowską możemy przyjrzeć się bliżej tej niezwykłej kobiecie. Józefa przyszła na świat w Rajkowcach (miejscowości położonej ponad 350 kilometrów na wschód od Przemyśla). Były to dobra należące niegdyś do Tadeusza Grabianki, a oddane w zastaw dziadkowi Józefy Antoniemu Morskiemu kasztelanowi lwowskiemu. Za datę jej urodzin przyjmuje się 18 maja 1789 roku. Jednak z listu pisanego przez jej ojca Józefy Onufrego Morskiego z dnia 26 maja 1788 roku do żony dowiadujemy się, że Józia zaczynała chodzić. Urodziła się zatem już w 1787 roku. Onufry Morski był kasztelanem kamienieckim i posłem na Sejm Czteroletni. Julian Ursyn Niemcewicz, który osobiście znał ojca Józefy tak o nim pisze w „Pamiętnikach czasów moich” Był człowiekiem nie bez talentów zrodzony, lecz zbytnia skłonność do kieliszka wszystko w nim popsuła. Być może właśnie ta skłonność doprowadziła do separacji rodziców Józefy jeszcze przed rokiem 1798. Z listów Julii do męża pisanych przed 1801 rokiem dowiadujemy się, że Józefa uczyła się pilnie gry na fortepianie i robiła postępy. Antoni w swoim dzienniku także notuje o uzdolnieniach Józefy. Talent do muzyki w najwyższym posiadała stopniu i dlatego o takowym najpierw wspominam. Od lat najmłodszych wielką do muzyki okazywała skłonność i dobrych mając profesorów w Lwowie i Wiedniu, wcześniej już w tej sztuce celować zaczęła, tak dalece, iż jej talent stał się sławnym. Nie mając dość mocnych piersi i głosu, nie próbowała muzyki śpiewanej, lecz całkowicie poświęciła się fortepianowi i na tym instrumencie nabyła niepospolitej biegłości. […] Czułość serca swojego przelać umiała w muzykę. Jej ulubionymi kompozytorami byli Clementi, Haydn, Mozart, Steibelt, Dussek. Talent muzyczny po matce odziedziczył syn Ostrowskich – Krystyn. Antoni i Józefa poznali się na balu. W swoim dzienniku dnia 3 lipca Antoni zapisał Taką była ta piękna istota, gdym ją w roku 1804 poznał w Warszawie. Jej dobre przymioty były mi już znane z powszechnego odgłosu. Jakieś nowe czucie, nowe w mym sercu uczułem natchnienie, jakby mi coś mówiło, ona jest dla Ciebie stworzoną, nie zrażaj się, będzie Twoją. Zaczęli spotykać się w domu hrabiny Tarnowskiej z Ustrzyckich. Jej dom stał na rogu ulicy Karowej i Krakowskiego Przedmieścia, w miejscu gdzie obecnie znajduje się hotel Bristol. Kiedy Józefa wraz z matką wyjechała z Warszawy do Bolestraszyc – majątku rodzinnego Julii Rozwadowskiej – oddalonych od Przemyśla niecałe 7 kilometrów, Antoni postanowił pojechać tam również. Tam oświadczył się i został przyjęty. Antoni z Józefą pobrali się 15 grudnia 1805 roku w Bolestraszycach. Poznałem w mej ukochanej Józi miłość religii, słodycz charakteru, skromność i wiele zdrowego rozsądku, co mnie przy wielkim przywiązaniu, które do mnie powzięła, utwierdziło i w mej miłości, i w przekonaniu, iż będę szczęśliwy. Wkrótce potem nasi rodzice zezwolili na nasz związek, wyrzekliśmy sobie nawzajem, kochamy się i na zawsze nas śluby małżeńskie połączą. Nigdy tego stanowczego w mym życiu wieczora nie przepomnę, w którym […] nieoceniona już wówczas umiłowana Józia, zapewniła mię, iż dzielić będzie losy życia mego, nic nie zmieni jej dla mnie przywiązania. Łzy radości i poruszenia tkliwe serca sprawiły mi noc bezsenną, a początek następującego dnia zdawał mi się pierwszym dniem nowego życia (2 lipca 1813, Zarzecze). Po karnawale spędzonym w Warszawie Józefa po raz pierwszy pojechała do Ujazdu. Była już zmęczona balami, spotkaniami i jak pisała w liście do matki cieszyła się na zobaczenie miejsca, w którym będzie mieszkać całe życie ze swoim drogim Antonim. Czytając dzienniki czy listy pisane od lipca 1805 do grudnia 1812 roku głównie przez Antoniego nabieramy przekonania, że małżeństwo Ostrowskich było bardzo szczęśliwe. Mimo cierpień, wielu rozstań związanych z wyjazdami Antoniego, utratą dziecka, potrafili swoją miłość pielęgnować. Antoni, często nieobecny w Ujeździe pisywał swoje listy do Józefy niemal codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Tak podsumował siedem lat małżeństwa z Józefą w jednym z nich z dnia 15 grudnia 1812 roku: Dziś właśnie siedem lat rachuję. Dziś lat siedem jak połączony zostałem najściślejszym związkiem miłości, związkiem, który uprzyjemnia życie moje, który mię jedna z tym światem. […] Jestem Twoim mężem, Józiu, z rozkoszą sobie to powiadam, bo tak czuję, bo na tym jednym zasadza się cała poczęta życia mego, tego życia, tej egzystencji, które całkowicie, jedynie nadal, dopóki mi Opatrzność życia pozwoli Tobie poświęcić, dla Ciebie zachować pragnę. Był to jeden z ostatnich listów Antoniego. Józefa dużo chorowała, szczególnie trudno przechodziła ciąże. Urodziła pięcioro dzieci. Julia – późniejsza pani na Bolestraszycach, żona Piotra Michałowskiego, przyszła na świat w Warszawie 18 grudnia 1907 roku. Po dwóch latach urodził się Ignacy, który nie przeżył miesiąca, 19 maja 1810 w Warszawie Tomasz, 19 maja 1811 w Ujeździe Józef Krystyn, a 14 listopada 1812 Stanisław, również w Ujeździe. Każda ciąża okupiona była silnymi bólami głowy. Po rozwiązaniu bóle głowy trwały nadal, pojawiało się silne osłabienie. Józefa w liście do matki z lipca 1812 roku pisała, że ból codzienny nie pozwalał jej na częste pisanie czy czytanie. Pragnęła usilnie moja żona nie tylko udzielić życia i krwi dzieciom naszym, lecz piersiami własnemi zasilać pierwiastkowe początki ich jestestwa. Nie była do tego od natury usposobioną. […] Po ostatnim dopiero powiciu, syna Stasia, za natężeniem usiłowania i sztuki udało się nam widzieć dziecię nasze karmione piersią własnej matki. Uszczęśliwiła nas ta, dla czułych małżonków nowe ogniwo miłości stanowiąca, scena natury (3 lipca 1813, Zarzecze). W Bibliotece Kórnickiej zachowała się kopia testamentu Józefy, w którym szczególne słowa kieruje do swoich dzieci. Lube dzieci! Boga na świadka biorę, iż równo Was kocham i równo mi drogie jesteście… Drogie dzieci! Kocham Was wszystkie równo, dla każdego z Was poświęciłabym życie, gdyby to było potrzebnem do życia Waszego, […]. Zostawiam Wam ojca, który mnie uszczęśliwiał, i który Was wszystkich czule kocha, […]. Dążcie do tego, abyście ile możności ulgi przynieśli cierpiącej ludzkości, bądźcie użytecznemi waszym współbraciom, abyście przy końcu waszej podróży ziemskiej spokojną zachowali dusze bez żadnego zepsucia, a moc religii niech was utwierdza w tym przekonaniu, że tam żyć będziem na wieki. Ważnym czasem w życiu małżonków było poszukiwanie bezpiecznego miejsca na letnią rezydencję. Ujazd, leżący na trakcie wrocławskim był miejscem wielokrotnych przemarszy wojsk – o trzydziestotysięcznej armii francuskiej wspomina Józefa w liście do matki. Wybór padł na dzikie parowy Tomaszowa, wzgórza lasami okryte, dolinę zieloną – te ustronia żywo do Józefy i Antoniego przemówiły imaginacji. Nie bez znaczenia była także bliskość fabryki żelaznej, stanowiącej źródło ich utrzymania, oddalenie od traktu, zdrowe powietrze. Śmiało mówić mogę, iż dzikie, romantyczne położenie Tomaszowa przemówiło do serc naszych (27 lipca 1813, Zarzecze). Nie wiemy jak często Józefa bywała w Tomaszowie. Wiemy natomiast, że przebiegała z Antonim wszystkie ustronia tej nowej dla nich krainy, brała udział w planowaniu ogrodów, które miały czerpać m.in. z piękności lasów – chcieli stworzyć angielski ogród nad Wolbórką. Dlatego jak najbardziej zrozumiałe stają się słowa Antoniego zanotowane w dzienniku: Czymże są dla mnie te powaby Tomaszowa, jeżeli nie tą ziemią obiecaną, do której dojść nie można, nie tym rajem upłynnionego szczęścia, na który teraz jak smutny wygnaniec z tęsknotą poglądam. […] Jakże smutnego doznałbym wrażenia, gdybym sam przebiegał te same ścieżki, które nas dwoje udeptało (27 lipca 1813, Zarzecze). W 1813 roku wyraźnie pogorszył się stan zdrowia Józefy, powróciły migreny, podejrzewała kolejną ciążę. W ostatnią wspólną podróż udali się w połowie maja 1813 roku. Celem było uzdrowisko w Baden pod Wiedniem. Józefa nie zdążyła jednak skorzystać z leczniczego działania wód badeńskich. W Journalu zdrowia Józi, który znajduje się w zbiorach tomaszowskiego Muzeum, Antoni wraz ze swoją ciotką Aleksandrowiczową (siostrą matki) opisali ostatnie dni Józefy. Obecnie Journal jest opracowywany.

Widzę ją w żywym obrazie, ten sam uśmiech wdzięcznych ust, różowości koralu, te błękitne oczy pełne czucia, ożywione dobrocią, piękności duszy będące prawdziwym zwierciadłem. Te lica świeżością i koralem do kwitnącej róży podobne, […] ciemne blond włosy, […] (5 lipca 1813, Zarzecze).

Moje serce napełnione jest najżywszą nadzieją, iż kochana moja Józia dopięła wielkiego celu zabawienia, co mnie w tym rozumieniu umacnia to cnotliwe jej życie, […]. (29 lipca 1813, Zarzecze).

Magdalena Sepkowska

 

Wichrowska Z. Elżbieta, Twoja śmierć. Początki dziennika intymnego w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku. Antoni Ostrowski, Życie najlepszej żony opisane przez czułego jej małżonka dla kochanych dzieci, Dziennik moich uczuciów, czyli elegia serca, Spectrum Press, Warszawa 2012.

Spis ilustracji:

  1. Portret Józefy z Morskich Antoniowej Ostrowskiej, Kazimierz Wojniakowski, płótno, olej, 42×33 cm, zbiory Działu Sztuki Muzeum Śląska Opolskiego.
  2. Pałac w Zarzeczu, źródło: WIKIMEDIA COMMONS, dostęp: 26.05.2020.
  3. List Antoniego hr. Ostrowskiego do Julii z Rozwadowskich Morskiej, z dnia 31 lipca 1813 roku, Archiwum Naukowe, Spuścizna Jana Piotra Dekowskiego, Nr zespołu PL_1032_1_041, Biblioteka Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu.

Zobacz również

Partnerzy

Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Koło Filatelistyczne Kalejdoskop Kulturalny Reymont Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach Filia w Piotrkowie Trybunalskim Tu honorujemy Kartę Dużej Rodziny

Kontakt

Muzeum w Tomaszowie Maz. im. Antoniego hr. Ostrowskiego

ul. POW 11/15 97-200 Tomaszów Mazowiecki

Godziny otwarcia
Pon. nieczynne dla zwiedzających
Wt. 11:00 - 15:00
Śr. 11:00 - 15:00
Czw. 11:00 - 15:00
Pt. 12:00 - 18:00
Sob. 11:00 - 15:00
Niedz. 11:00 - 15:00

Biuro czynne od poniedziałku do piątku w godzinach: 8:00 - 16:00

Bilety na wystawy stałe
Ulgowy 2,00 zł
Normalny 3,00 zł
Rodzinny 6,00 zł
Sobota bezpłatnie