LEŚNE KSIĘGI – REZERWATY TWARDA, GAIK, BŁOGIE, LUBIASZÓW.

Opublikowano: 3.12.2018

3.JPG„Przygodnemu wędrowcy Puszcza ukazuje bajecznie stare oblicze. W którą stronę spojrzy, wszędzie napotka kolumnadę potężnych gonnych pni wysoko u góry zwieńczonych zielonymi koronami. Z każdego załomka głęboko spękanej kory dębu, z każdej dziupli, z każdego osnutego mgłami bagniska tchnie pamięć dawno minionych lat.” Simona Kossak „Saga Puszczy Białowieskiej”

Puszcza – zawsze miałam wewnętrzne przekonanie, że należy jej się szacunek, czułam respekt. Stojąc na granicy rezerwatu Lubiaszów wiedziałam, że stoję  „w progu” puszczy, że stoję „w progu” świątyni, że chyba jednak nie wejdę, że nie chcę zakłócać ciszy, popatrzę z boku na ten las pierwotny, pozwolę obsypać się igiełkami ponad stuletnich modrzewi. To tu zachowały się jedliny – „czarny las” – zwarty, gęsty, mroczny drzewostan jodłowy, poprzetykany jasnymi pniami ponad 150-letnich jodeł. To tu i w rezerwatach Twarda i Błogie poczułam wilgoć górskiego, pachnącego lasu. Na granicach rezerwatów stoją drzewni strażnicy,  w Lubiaszowie, Błogich, Twardej - jodły, na południowej granicy Gaiku dwa monumentalne dęby szypułkowe. Patrzyłam na Gaik i czułam się jak w baśni, czy legendzie, szczególnie gdy mgła zasnuwała słońce. Gaik to baśń o puszczy. Przypomniały mi się słowa napisane przez Marię Rodziewiczównę: „Ostęp stawał się coraz dzikszy (…). I wśród tego wiły się ciasne przetarte szlaki, którymi leśni ludzie przesuwali się powoli, starając się stąpać bez szelestu, nie trącając zielonych ścian. Cisza była tak głęboka, że słyszeli (…) bicie swych serc. Nie odzywali się. Czasem Rosomak stawał i pokazywał to gniazdo rzadkie, to kwiat, to wiewiórkę na świerku, to sowę, przytuloną do pnia i prawie niewidzialną, to lelka złożonego we śnie, jak sęk drzewa. Tak szli czytając księgę lasu.” Maria Rodziewiczówna „Lato leśnych ludzi”. Przesuwałam się pomiędzy dwustuletnimi dębami i nieco młodszymi sosnami i spokojnie czytałam „moją księgę lasu” puszczańskiego. Listopadowy Gaik był cichy. We mgle pojawiały się powalone pnie pokryte żagwiami, mchem rokietem, spomiędzy opadłych liści wychylały się poduchy płonników. Wkrótce dostrzegłam dębowych strażników i musiałam przerwać „czytanie”. Kolejna księga otworzyła się przede mną w rezerwacie Błogie.
Ciemny zakręt
leśnej drogi,
jodłowy mrok,
jodłowa wilgoć
w kropelkach
na twarzy.
Iglaste piórko
muska policzek,
czarne skrzydło gałęzi
głaszcze głowę.
Dreszcz…
Zamglony promień słońca
oswaja mrok.

Tu przywitał mnie ponownie „czarny las” i choć mroczny  to pełen życia – pełen młodych lub całkiem malutkich jodełek ukrytych pod ramionami 150-letnich rodziców.

„Puszcza nigdy nie była i nie będzie stara. Ona nieporuszona w swym ponadczasowym majestacie, trwa w opływających ją tysiącleciach tak samo żywotna. W sobie właściwym rytmie rodzą się, dojrzewają, starzeją się  i zamieniają w proch kolejne generacje drzew i jednoroczne zioła. Jesienne wichury, letnie burze, zimowe okiście w mgnieniu oka zamieniają całe jej połacie w spiętrzone rumowiska połamanych pni i konarów. Z upływem czasu rany zabliźniają się i pokrywają zielenią nowo narodzonego życia.” Simona Kossak „Saga Puszczy Białowieskiej”

Z głębokim wzruszeniem chcę podziękować tym, dzięki którym możemy podziwiać naszą piękną, polską przyrodę. Dzięki, którym zostały zachowane jej niepowtarzalne fragmenty. Dzięki ich wrażliwości, my możemy doznawać wzruszeń patrząc na miejsca puszczańskie. Wspomniane przez mnie rezerwaty są niewielkie. Otoczone wsiami, lasami gospodarczymi zachowują swój wyjątkowy charakter. Drzewostany odradzają się samodzielnie, dębów nie poraża drobnokulkowiec – grzyb wywołujący groźną chorobę dębów, mączniaka. Są u siebie, na swoich naturalnych siedliskach. Często wydaje się, że „ród  i tradycja leśnych dusz zginęła” bo ludzie „ogarnięci są życiem gorączkowym, skomplikowanymi warunkami”. Maria Rodziewiczówna w „Lecie leśnych ludzi” pisze dalej: „Gdy wychodzą wieczorne dzienniki z ostatnimi depeszami wojny, skandalicznego procesu, sensacyjnego mordu, a ktoś nie bierze gazety, ale przypatruje się z uśmiechem sadowieniu się wróbli na nocleg, z rodu leśnego jest”.

Dajmy sobie trochę czasu na przeczytanie choć jednej strony z „księgi lasu”.

Magdalena Sepkowska